Kiedy dajesz coś od siebie…

„Korzystaj póki możesz bo potem jak pojawią się dzieci…”. No tak… wtedy to już umarł w butach, będziesz siedzieć w domu, tkwić w  infantylnym świecie pieluch, butelek, grzechotek i nic się nie da z tym zrobić. Może i przed Tobą roztaczano taką wizję macierzyństwa, zanim jeszcze pomyślałaś o byciu matką. W tym wypadku dwie kreski na teście to bardziej  wyrok w zawieszeniu na dziewięć miesięcy, co więcej po ich upływie,  nie traci na ważności.

W dniu pamiętnych dwóch kresek był plan, a co to my jeszcze  zrobimy i jak wykorzystamy ten fakt, że jesteśmy sami. Trudniej z realizacją.. choć  trzeba przyznać, że przez kilka pierwszych miesięcy czułam się z rana jak po niezłej imprezie… Zaczęła zmieniać się rzeczywistość, świat powoli odwracał się, a ja nie potrafiłam go zatrzymać…

Z tej nowej perspektywy zupełnie inaczej patrzę na życie. Choć błędnik niejednokrotnie wariuje i trudno złapać równowagę lubię ten stan i coraz rzadziej kręci mi się w głowie.

Czy czuję, że coś mi umknęło? Zdecydowanie nie, dopiero teraz zdaje mi się, że żyję pełnią życia. Dużo więcej z siebie daję, ale i otrzymuje w zamian. „Kiedy dajesz coś od siebie, musisz też brać coś dla siebie” – nie muszę nic siłą brać, po prostu dostaje i tyle 🙂

Advertisements

5 thoughts on “Kiedy dajesz coś od siebie…

  1. ja wiem jedno:
    przedtem, bez dziecka – niby miałam czas, ale go nie miałam. zmęczenie. wygodnictwo ( odespana nocka musi być a to zajmowało cały dzień przecież ), plan co i kiedy, imprezy w ktorych można było wybierać, często nie szło się na żadą bo sa tak często to można nie iść po po co.. nic się nie stanie..
    teraz z dzieckiem – czasu jest mniej, ale ja mam go więcej. rutyna, plan dnia pod małego człowieczka, żadnych tam wybryków typu ” skocze na zakupy o 20 ” , chodzę poźno spać, wstaje wczesnie ( taaaaaak 7.00 to wczas 😛 ) pomijając, że jestem jedną z niewielu szcześciar, które śpią całe nocki od kąd male jest w domu, imprezy – dużo mniej, a może wcale nie mniej tylko inaczej, jak już sa to idziemy-jesli mamz kim zostawic małe, a jak nie to żyje się dalej. a jak już idziemy to.. korzystamy na maxa ( czego ostatnio Pan Mąż był przykładem 😛 ) oczekuje TEGO dnia, żyje tym wręcz 😛 z uśmiechem wracam do domu o 3 nad ranem zmienić teściową, do brzdąca, który wstanie o 6.30 jak nigdy bo głodny 😛
    szczerze, to uważam, że moje życie teraz z dzieckiem jest dużo bardziej wartościowe 🙂 docenia się to czego nie doceniało się przedtem 🙂
    pewnie nic odkrywczego nie napisałam hehehehe 😛

    • fajnie, że jesteś 😀 zgadzam się z Tobą, gdy ma się dziecko docenia się więcej i jakoś tak łatwiej przychodzi radość z małych rzeczy 🙂 pozdrawiam cieplutko

  2. jeszcze teraz po 7miesiącach spędzonych z Szymkiem przy mnie łapię się na tym,że bezwiednie a może celowo masuję brzuszek:-)
    U mnie wizja co prawda rozminęła się z rzeczywistością ale nikt nie mówił,że będzie łatwo a ja lubię wyzwania:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s