totalna metamorfoza

Mieszkanko, małe przytulne gniazdko z kredytem na 30 wiosen. Niby ciasne i nie do końca własne, ale jak się dostało klucze to było coś. Pierwsze wspólne decyzje jak pomalować swój świat, jak go urządzić by było praktycznie i jednocześnie miło.  Po małym remoncie, w dość krótkim czasie zapowiedział się On – specjalista w dziedzinie absolutnie totalnej metamorfozy mieszkaniowej. Już przed pojawieniem się na miejscu zasugerował kilka zmian odnośnie małego pokoju, który na jego gust był niewykorzystany. I zaczęło się, godzinne maratony w sklepach rekomendowanych przez specjalistę, urządzanie pomieszczenia i czekanie na pojawienie się jego tajemniczej osoby.

Gdy zawitał w naszych skromnych progach wiedzieliśmy, że szykuje się absolutna metamorfoza. Okazał się miłośnikiem niekonwencjonalnego stylu. Meble w pokoju dziennym zdały się być dla niego nieco banalne, więc zaczął gryźć kanty. Ściany traktował resztkami jedzenia, tak by powrócić do naturalnych barw. Najbardziej zaskoczył nas efekt kuchennej burzy. Doszliśmy do wniosku, że do tej pory nie mieliśmy pojęcia jak należy zagospodarować szafki albo raczej, jak urządzić aneks by mieć wszystko pod ręką. Nie wspominając o  kolorowych gadżetach, które były dosłownie wszędzie, nawet w pralce czy szafie z butami.

I tak doszliśmy do wniosku, że nie warto inwestować w pierwsze mieszkanie, gdyż po tych metamorfozach i tak remont murowany.

Reklamy

wskakuj do brzucha

389619_324243964302218_1541996666_nPołudnie, dzień 347 obcowania z Małym Człowiekiem.

Dzień przed porodem : Tata boi się moich telefonów, dlatego rozmowę zaczynam od słów – spokojnie, jeszcze nie rodzę”. Matka lubi odkurzać wspomnienia i przeglądać swój dzienniczek ciąży, w którym zapisywała brzuszkowe chwile.Właśnie ją naszło na retrospekcje i krótkie zestawienie myśli na wczoraj (bo tak się zdaje jakby to było) i dziś.

Tak bardzo lubię Twoje pobudki, nawet jak zapukasz o bardzo wczesnej porze”

Matko kochana sama nie wierzę w to co czytam, choć z drugiej strony Ci się nie dziwię. W sumie zapukał i mogłaś spać dalej, dziś już nie jest tak kolorowo 😉

„Ostatnio mamy melodię do snu, późno wstajemy i dni jakoś tak szybciej mijają”

Szkoda, ze teraz nie ma w nas tej jedności i zgodności co do spania. Jedyne co pozostało niezmienne, to fakt szybko mijających dni.

„W pokoiku czeka na Ciebie Twój nowy wozio, bardzo nam się podoba i mamy nadzieję, że będziesz lubił jeździć w nim na spacerki”

No cóż, teraz już wiem, że to były marzenia naiwnego brzuszka, bo jak spacerek w wózku to tylko przez małą chwilę.

„Siedzimy sobie na balkonie i odpoczywamy, wieje delikatny wiaterek i słonko przebija się nieśmiało przez chmury. Suszę kolejną partię Twoich ubranek, patrzę na nie i próbuję wyobrazić sobie w nich Ciebie. Tak bardzo tęsknię, mimo, że widziałam Cię tylko na ekranie, niewyraźnie …”

Może to wspomnienie nieświadomej zakochanej po uszy Matki, ale wracam do niego z sentymentem. Czasem, jak na ironię za tym  tęsknię… aż chciałoby się powiedzieć Mały Człowieku wskakuj z powrotem do brzucha, choć na małą chwilę…

o spacerku, feromonach i ćmach w brzuchu

Spacer. Mały Człowiek dla odmiany spokojnie siedzi w wózku i wypatruje żółtych autobusów. Nagle jego uwagę przykuwa blondwłosa niemowlęca  zaledwie kilka centymetrów wyższa lecz już dwunożna. Widać, że albo uaktywnione feromony robią swoje albo tych dwoje próbuje dopaść strzała Amorka.  W Małym Człowieku to damsko – męskie spotkanie wywołuje nagły przypływ energii, zaczyna piszczeć i wyrywać się z babymobila. Synku, nie bądź taki wyrywny – myśli Matka – jeszcze masz czas na amory.  Po czym  obiekt pisków będący przyczyną chwilowego buntu znika za zakrętem i wszystko wraca do normy.

Samochód. W nim dwójka nastolatków oddaje się tulaskom. Promienie słońca przebijają przez szybę i zdają się działać na ciała. Matka patrzy na Małego Człowieka, w jej głowie rodzi się wizja przyszłości. I bez magicznej kuli widzi te duże oczy niebieskie wpatrzone w blondwłosej oczy,  i całusiątka, tulaski, i starczy – kamera stop. Matka ma jeszcze czas na oswojenie tym podobnych myśli.

Mężczyzna z wózkiem. Przystojny, uśmiecha się,  pewnie i wydziela jakie feromony, ale na Matkę nie działają. Już jej pozdychały motylki w brzuchu, zostały ćmy. Tylko Mężo wie jak je zbudzić i lecą wtedy jak głupie do światła. A że  grubsze, bardziej włochate potrafią nieźle posmyrać od środka, ale to już zupełnie inna bajka.

jojczenie w bliżej nieokreślonym celu

Konia z rzędem temu, kto mi powie gdzie można zatankować trochę cierpliwości.  Nieważne gdzie, nieważne za ile potrzebna stacja cierpliwości od zaraz. Matka gotowa przebyć tysiące kilometrów i z mety prosi „do pełna” , ba nawet stos kanistrów przygotuje by zabrać na zapas.

Wszystko za sprawą Małego Człowieka. Matce chwilami doskwiera deficyt równowagi i opanowania, jak obserwuje jego wyczyny. Ostatnimi czasu umiłował sobie dyscyplinę sportową jaką jest wspinaczka i skakanie  przy odbiorniku telewizyjnym. Sportów ekstremalnych mu się zachciało, czym Matkę o zawał przyprawia. I zjawisko niepojęte do końca, gdyż tylko ona odczuwa skok adrenaliny, czego nie można powiedzieć o Małym Człowieku. Jedyne, co da się u niego zaobserwować, to efekt endorfinowy oraz upór w dążeniu do ciągłej praktyki. Matka więc staje na rzęsach by przetłumaczyć, że nie wolno, że tyle innych fajnych sportów wokół bez wysokiego ryzyka. Jednak odnosi wrażenie, że prędzej te rzęsy jej wypadną niż cokolwiek wskóra w tej materii.

Normalnie witki opadają. I tyle z jojczenia.

Bang! zróbmy sobie ciszę

Południe – dzień trzysta czterdziesty trzeci obcowania z Małym Człowiekiem. Czas drzemki – czas kawy, łyk iluzji pobudzenia zagryzanego słodką czekoladą na obudzenie endorfin. Matka przyłącza się do akcji Zróbmy sobie ciszę celebrując choć przez chwilę Międzynarodowy Dzień Świadomości Zagrożenia Hałasem.

Coraz bardziej rozkoszuje się chwilą spokoju, gdzie jedynymi dźwiękami jakie dobiegają do uszu to szum odrabiającej za nią zmywanie maszyny i stukot pędzących klawiszy. Popija kawę z kubka idealnego męża gdyż idealnej żony bierze kąpiel w zmywarce. Nieosiągalny ideał, niech tak zostanie, z pożytkiem dla ciała i umysłu. Daleko Matce do perfekcyjnej pani domu, która  pomyślałaby teraz o niespodziance kulinarnej na obiad czy poprasowałaby stertę prasowania, używając przy tym lisowych ręczników tak by nie naruszyć nadruków.

Za Matką:

poranek z żelazkiem na dzień dobry, po tym jak mężo stwierdził, że nie ma się w co ubrać i wyciągnął ze sterty jak psu z gardła wyjętą koszulę;

śniadanie z Małym Człowiekiem, którą biorąc przykład z Puchatka na chleb specjalnie nie reflektował, wyjadając z kanapek tylko to co najlepsze i robiąc sobie przy tym dżemową maseczkę ;

chwilowa ulga jak to dobrze, że ma syna i póki co nie musi się martwić o córki pokuszenie przez przybyszów z obcych krajów, a wszystko za sprawą telewizyjnej wzmianki o poradniku Zaliczyć Polskę: jak zaciągnąć do łóżka polską dziewczynę w Polsce

i wiele innych… o których Matka już pisać nie będzie, bo co za dużo to się później czytać nie chce 😉

Fenkju Obama

Każda matka może już bez ogródek mówić o swojej samotności, w końcu  czyni to sama Michelle Obama, o czym zrobiło się dość głośno w polskich mediach. I jakaś dziwna solidarność się zrodziła mimo, że dzieli nas przepaść, bo statystycznej matce przecież daleko do prezydentowej.  Posypała się lawina dyskusji. Niektórzy twierdzą,  że za sprawą jej wypowiedzi matki nagle uświadomiły sobie, że  mają prawo czuć się osamotnione w procesie wychowawczym, nawet jeśli żyją w stałym związku i co więcej poczuły, że mogą mówić o tym otwarcie.

Jednak zgłębiając temat i odnosząc się do oryginału wypowiedzi (znajdziecie go TUTAJ), a nie przytaczanych w internecie i telewizji tłumaczeń odbiegających nieco od faktycznego „co autor miał na myśli” (o czym w sumie pewnie najlepiej wie sama Dama i ją należałoby zapytać) odnoszę wrażenie, że to dalece posunięta interpretacja wyrwanej z kontekstu wypowiedzi. W rozmowie raczej w ogóle nie dostrzegam zamiaru skarżenia się na samotność samą w sobie czy też fakt samotnego wychowywania dzieci bez ojca (użyta fraza single mother – samotna matka). Tym bardziej, że zaraz po językowym potknięciu Michelle raczej żartobliwie tłumaczy się z przejęzyczenia. Wydaje się więc, że przyprawianie jej łatki Orędowniczki Matek, czy to samotnych w dosłownym tego słowa znaczeniu, czy też tych odczuwających samotność w kontekście stanu emocjonalnego, jest nieco przesadzone. Tym bardziej, że w zagranicznych mediach jej wypowiedź często jest traktowana  jako faux – pas  w stosunku do samotnych matek wychowujących dziecko bez partnera.

Z drugiej strony może i dobrze się stało i to całe językowe nieporozumienie wyszło nam na dobre. W mediach nagle pojawiły się liczne dyskusje na temat samotnego macierzyństwa, również w znaczeniu metaforycznym. I w  związku z tym na usta cisną się słowa: Fenkju Obama, stosownie do sytuacji, po amerykansku.

Matka Polka na zielonej wyspie

Dzień wypłaty, ale już wiesz, że przelewu nie będzie. Kranik zakręcony. Choć nigdy nie płynął z niego Johny Walker, tym razem nawet kropla wody nie skapnie. Nagle dociera do świadomości, że jesteś od kogoś zależna finansowo. Myślisz sobie: przecież pracuję na kilka etatów raz sprzątaczka, raz kucharka, non stop opiekunka i tu już zazwyczaj całodobowa dyspozycyjność wymagana. Dla państwa nie robisz nic, co zasługiwałoby na zapłatę. Nawet kieszonkowego na waciki nie dostaniesz, chyba, że dochód na łebka, włącznie z tym małym, jest porównywalny z najniższa krajową. A wtedy to już nawet zasiłek nie pomoże. Dla panów z wiejskiej to był Twój wybór, mogłaś wrócić do pracy, nikt Cię nie zmuszał. Nikogo nie obchodzi, co spowodowało, że zostałaś w domu. Taka polityka prorodzinna z 23 % VAT. Dostałaś becikowe? Dostałaś, co z tego, że nawet na małą wyprawkę nie starczyło. Na macierzyńskim płacili? Płacili pół roku, kogo obchodzi co dalej. Opiekunka, na którą może nawet nie zarobisz, więc po co wracać. Żłobek państwowy, o ile staniesz w kolejce z brzuchem  i wpiszesz na listę oczekujących. Może uda się wstrzelić z kolejnym dzieckiem i dostać rok macierzyńskiego. Choć z drugiej strony lepiej zaczekać jak podpiszą czarno na białym, żeby nie wyjść na tym jak matki pierwszego kwartału i wąchać gruszki na wierzbie.

Zielona wyspa. Nic tylko siedzieć w domu i rodzić dzieci.