Jak Pan może, panie profesorze

Profesor Mikołejko chyba dobrze wiedział, że może rozpętać wojnę. Wszak sam tytuł felietonu jaki popełnił jakiś czas temu w „Wysokich Obcasach Ekstra” nosi tytuł „Wojna z wózkowymi” (tekst dostępny tu). Sam twierdzi, że występuje w obronie praw własnych do ciszy i spokoju. Podobno najlepszą obroną jest atak, więc może i cel został osiągnięty.

Targają mną sprzeczne uczucia. Z  jednej strony trudno częściowo nie zgodzić się z profesorem. Nie sądzę, że stworzył fikcyjne postaci dla własnych potrzeb.Skoro tak, to istnieją „wózkowe”, które nie zważając na prawa innych czuja się  uprzywilejowane, a dziecko traktują niczym kartę przetargową. Osobiście jeszcze się na takowe nie natknęłam. Jednak jeśli mi się zdarzy, to  nawet nie będę podejmować próby przyłączenia się do bandy. Wobec tego, jak zaznacza  profesor, nie wrócę do domu zalana łzami czując się wyszydzona. Choć  zwykła ze mnie matka.

Z drugiej strony nie rozumiem co ma się nienawiść do wspomnianego gustu, którego odmiennością profesor zdaje się tłumaczyć na samym końcu wypowiedzi „Nienawidzę obu formacji jak jasna cholera. Ale to zapewne rzecz gustu”.  Pomijam już kwestie tonu w jakim pisany jest felieton, bo być może był to celowy zabieg, by wzbudzić większe emocje. To co jednak mnie nurtuje to sam cel, o jakim mówi profesor. Bo czy do końca można oczekiwać ciszy na osiedlowej wyspie, której część mieszkańców od zawsze stanowiły i stanowić będą dzieci? przecież one  z natury bywają głośne, zwłaszcza podczas zabawy.

Nie staję w obronie tekstowych „wózkowych” ani samego profesora. Trudno mi jednoznacznie ocenić czy są  one przyczyną czy bardziej ofiarami wojny. Jeśli felietoniście chodziło w tej walce o całkowite zniszczenie czy uciszenie tego „wojowniczego, ekspansywnego segmentu  polskiego macierzyństwa” to myślę, że dozna zawodu. Pytanie więc – czy było warto?

Reklamy

4 thoughts on “Jak Pan może, panie profesorze

  1. są wózkowe i WÓZKOWE. mam dostęp do takich i takich. jedne normalne inne już gorzej. sama czasem pomykam z wozkiem i szlag mnie trafia ja musze sie przeciskać trawnikiem omijając sprytnie psie kupki, bo siedzą takie matrony na ławce wózki w zasięgu 0,5m-3m przed nimi. zabawki, rowerki, torebki i inne koce rozłożone w okół. no fajnie ale troche mózgu dla tych pań. oczywiście żadna kólkiem od wózka nie ruszy, chociaż wózki często puste, bo dzieci bawią się same ( lub inna matka rzuca na nie oko-obca matka dodam ) a tamte trajkotają o całym wszechświecie jakie to zły los ich spotkał. no.

    nie wiem czy sie zgadzam czy nie zgadzam z tym. mam własne zdanie. poprostu szanować się trzeba wzajemnie. a o to cięzko

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s