z notatnika gryzipiórka

Szukam weny na balkonie obcując z namiastką miejskiej natury. Chwilowy przypływ klasycznej grafomanii, Matka Gryzipiórek. W sumie to blogowe pisanie czasem przypomina natręctwo pisarskie i rozmija się nieco z percepcją sztuki i literatury właściwej naszej epoce. Jednak co mi tam.

Zawsze lubiłam odgłos kropli i szum deszczu za oknem, teraz lubię go jeszcze bardziej. Zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy nastraja Małego Człowieka do snu, a mnie tym samym obdarowuje dodatkową godziną drzemki. Czarny Kot skrada się na trawniku, spogląda w moją stronę, pewnie chce przynieść mi pecha. Cóż, próżne jego nadzieje, jestem ponad poziomem, na czwarte nie podskoczy. Zagryzam pączka popijanego kawą z błonnikiem, taki mój sposób na skuteczną dietę, bo po co zaraz odmawiać sobie słodkości. Choć w ostatnim czasie na ich brak nie narzekam. Mały Człowiek rozdaje buziaki. To dopiero jest dawka endorfin, nawet czekolady nie da się z tym porównać.  Do moich uszu dociera wrzaskliwe   „mama, mamamaaa, daj dwójaka ” rzucone do matki piętro niżej. Czekając na pierwsze świadome „mama” przyznaję na ten czas, że choć jest to moment szczególny, z upływem lat nabiera całkiem nowego znaczenia.

Łagodny wiatr przybiera na sile, wygania mnie do mieszkania i przyziemnych obowiązków. Pora kończyć to pisanie o wszystkim i o niczym. Wyrywam kartkę z notatnika gryzipiórka i rzucam w wirtualną przestrzeń, na kogo wypadnie na tego bęc. Do następnego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s