Bez hejtu

Myślę, że czasem wystarczy przeczytać jeden wpis na blogu i wiedzieć, że ta wizyta nie będzie ostatnią i  odwrotnie wejść raz i to by było na tyle. Dajmy, na ten przykład osobę, która przypadkiem trafiła ostatnio na Matki bloga szukając w sieci „damskich samiczek„, doznała zawodu, więc po co wracać. Mówiąc poważnie czasem po prostu znajduję na blogach treści, które nie do końca ogarniam, więc nie widzę sensu by tracić czas i wnikać w świat niepojętych mi myśli. Tym bardziej nie rozumiem zjawiska szerzącego się hejtowania, bo skoro coś mi nie odpowiada, to zwyczajnie nie czytam.

Od początku Matka zaznacza, że nie jest ekspertem ds. blogów parentingowych, co więcej  nie ma zbyt wiele czasu na wnikliwe śledzenie tej wirtualnej strefy. Wszelka zbieżność imion i innych jest przypadkowa. Wpis zawiera raczej subiektywną refleksję, bez hejtu.

„Ten uśmiechnięty buziak to ja, mam na imię Zosia, jestem z rodzicami pół roczku i już sama potrafię …. ” 

Nie pojmuję do końca idei pisania w imieniu dziecka. Bo to chyba nie dlatego, by za kilkanaście lat powiedzieć „zobacz córciu jaka ty mądra byłaś, jakie przemyślenia miałaś …” choć i Matce zdarzyło się popełnić wpis Mamut Łoczinguje i odgadywać, co drzemie w głowie Małego Człowieka (na ten czas Demolki) był to jednak chwilowy przypływ nowej formy. Z drugiej strony, jeśli ktoś posiada talent twórczy i pisze bloga w stylu I kto to mówi  to w sumie czemu nie, dobry humor zawsze przyciągnie czytelników.

Mieszane uczucia budzą też we mnie słitaśne blogi. Nikt mnie nie przekona, że kupka pachnie i będąc mamą można mieć wiecznie na nosie różowe okulary. Nawet zwykłych czasem się nie da, sama próbowałam i przerzuciłam się na soczewki bo dziecko namiętnie je zrzuca. Z drugiej strony nie do końca też odnajduję się na blogach stricte bez lukru. Bo lubię od czasu do czasu czytając uśmiechnąć się. Reasumując, tak – dla szczerej historii Matki Polki, nie – dla biczującej się wciąż frustratki, która poza ciągłym dołowaniem siebie dołuje też innych.

Jakie więc blogi lubię odwiedzać? Na pewno te, w których wyczuwa się pewien dystans autora do własnej osoby jak i otaczającej rzeczywistości (w przypadku blogów parentingowych do macierzyństwa).  Takie blogi odwiedzam, połykam literki i się nie przejadam. Często też łasuchuje podjadając ukradkiem i bez pozostawionego komentarza czekam kolejnego wpisu.

Advertisements

14 thoughts on “Bez hejtu

  1. i teraz głowa pełna myśli – jestem na liście czy też nie? 😛

    hehehe
    ja też nie trawię słitaśnych blogów. nie wierze – po prostu nie wierzę, że sa same cudowne dni a jeśli ktoś tylko takie ma to chyba wielkie „JOŁ” 😉

  2. Nie przepadam za blogami, na których relacjonowany jest każdy dzień z życia pociechy. Z małymi wyjątkami. Ale przyznam, że na takie stricte słitaśne to chyba też nie trafiłam.

  3. ja się przestraszyłam, że znowu będzie ‚o boże, a sponsorzy to…, a wszystkie jesteście głupie, bo macie małe statystyki’, a tu normalny post! Jakie zdziwienie 😀

  4. ja mam alergię gdy wpis na blogu zaczyna się od słów „dzidzia”…
    I zgadzam się,że po jednym wpisie ma się rozeznanie czy forma/teść odpowiada cz nie.
    Jak się podoba,czytam,jak nie puszczam w zapomnienie.
    Wszak każdemu się nie dogodzi…no chyba że chłopu własnemu,można próbować 🙂
    pozdrawiam

  5. Moje „top” na liście znienawidzonych:
    – „zrobiliśmy kupę”, „ząbkujemy”, itd… Od razu mam ochotę napisać: „No kurwa mać, twoje dziecko ząbkuje, czy ty?”
    – pisanie w imieniu dziecka – to chyba najbardziej żenująca żenada jaką spotykam NA KAŻDYM KROKU. Inna rzecz, to ta o której piszesz, w stylu „i kto to mówi”. Ja lubię dopiski do zdjęć w formie chmurek, ale to akurat zamierzone i żartobliwe.
    – pokazywanie całego swojego życia. Mój dom, moja lodówka, mój samochód, moja ślubna sesja, moja druga ślubna sesja, moja ciążowa sesja, moja trzecia ślubna sesja…

  6. A ja nie jestem „blogujaca Mama” ale uwielbiam czytac tak do kawki albo noca przy karmieniu Malej Wasze posty na Waszych blogach 🙂

  7. Muszę się zgodzić! Każdy ma swój typ ulubionych blogów. Ja lubię takie, które z dystansem i domieszką humoru opisują codzienne zmagania z macierzyństwem. Czytam też kilka z historiami wcześniaków (bo sama takowych posiadam, chociaż już całkiem dobrze wyprowadzonych). Osobiście dostaję drgawek, gdy blog składa się z miliona zdjęć dziecka w takich samych (podobno innych) pozach a do tego podpisy: moja niunia, moja kochana, moja słodka, mój cukiereczek. I same ochy, achy!

  8. Czytam tak i komentarze. Mamy wybór możemy szerokim łukiem omijać blogi, których nie lubimy. Czy ktoś słodzi, czy pisze o kupię zawsze to jego wybór, więc nie rozumie, że kogoś mogą denerwować takie blogi. Ja jak przeczytam posta to wiem, czy zostane i będę czytać , czy trzeba się zwinąć. Gdyby nie było tych umartwiających się matek, tych przesłodzonych, idealnych to by ten świat był nudny.

  9. Gdzie sie nie obejrzę tam odnośniki do notki kominka 🙂 Sama prowadzę bloga rodzinnego ponad dwa lata. Statystyki nie powalają, bo może za bardzo przynudzam. Ups…Czas sie sobie, swoim wpisom bliżej przyjrzeć.
    Osobiście średnio przepada, no dobra, nie czytam w ogóle, jak trafiam na pseudo porady blogerek na tematy różne. Że nie bijemy, rozmawiamy, całujemy, przytulamy…wszystko fajnie, jak jest fajnie, ale jak mnie dzieć wku… to już mniej fajne jest i też staram sie o tym pisać.

  10. Pingback: Matki blogerki łaciate | Matka do góry nogami

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s