Tyranozaurus Strachus

Mały Człowiek od samego rana wita mnie butem rzuconym na dopiero co zmienioną, świeżutką pościel. Tak więc na dzień dobry zamiast buziaka już prawie tradycyjny rzut japonką. Oczywiście tatusiowi nigdy się nie oberwie, zawsze poleci w moją stronę. I „da-da-da-da” bo przecież jak dziecko oczy otworzy, to już cały dom powinien być na nogach i w podskokach, z potarganymi rzęsami wybrać się na poranny spacer.

Kierunek łazienka, tam najłatwiej jest się schronić i wskoczyć do wanny na 5 minut dodatkowej drzemki. Przeglądam się w lustrze, zakładam silikonowo hydrożelowe oczy żeby go lepiej widzieć. W kościach mnie łamie, bo mój killer personalny dał mi wycisk wczorajszym skalpelem i ledwie się ruszam. Fit Matka wraca do formy z powyłamywanymi plecami.

Dalej kierunek kuchnia i kawa z mlekiem w butelce, bo dziecko już z głodu wyciąga włoskie warzywka z indykiem,tak zwany szybki obiadek jak matce się nie chce gotować. Patrzę w kalendarz – dzień szczepień, odstraszamy odrę, świnkę i różyczkę. Mały Człowiek nie świadom niczego wesoło podśpiewuje, skacze trifutom i uwalnia magię. Szybkie śniadanie i maseczka odstresowująca z dżemem truskawkowym, serkiem śmietankowym i odrobiną szynki.

źródło : internet

źródło : internet

Następny przystanek przychodnia. Pośpiesznie pcham wesoły wózek i razem z Małym Człowiekiem wydaję z siebie bezwiedne „brum brum”. Upupiona mijam przechodniów i podśpiewuje Muchę w mucholocie. Tym jednak sposobem podróż przebiega bez większych ceregieli i prób ucieczki.  Docieramy na miejsce. Do gabinetu zaprasza nas młoda pani doktor, którą Mały Człowiek jest wyraźnie zainteresowany i próbuje czarować swoim uśmiechem. Patrząc na gusta syna stwierdzam, że faceci chyba faktycznie wolą blondynki. Po kilku buziakach wysłanych na pożegnanie kończymy z amorami i przechodzimy do spotkania ze Strzykawkową. Podchodzi do nas z olbrzymią igłą wielkości tyranozaura i chce mi tym dziecko potraktować.

Ot, taki żarcik sytuacyjny. Choć prawdę mówiąc, miałam takiego stracha, jakby to miało mniej więcej w ten sposób wyglądać. A było tylko ukłucie komarka, krzyk zaraz po, szybki tulinek i wymiętolona, prawie zjedzona naklejka Odważnego Pacjenta.

Reklamy

5 thoughts on “Tyranozaurus Strachus

  1. No tak, każdą matkę taki tyranozaurus czasem łapie. I niestety, wraz ze wzrostem wieku dziecka, temu strachusowi rosną też oczy, bo sprawy coraz poważniejsze. Moja Teściowa mawia „małe dzieci piją mleko, duże – krew”. Coś w tym jest;).
    Ps. Jedziesz do Krakowa, bo widziałam, że jesteś na liście. Ja czekam jeszcze na błogosławieństwo męża, ale jestem dobrej myśli. Może się razem z Wawy wybierzemy?

      • Hmm, muszę to przemyśleć, choć chyba mężowi łatwiej dzieciaki będzie jednak ogarniać w domu, niż „na obczyźnie” 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s