Nie taki żłobek straszny… , czyli gdy racja nie istnieje

Nie musisz posunąć się do rękoczynów by w oczach innych krzywdzić swoje dziecko. Wystarczy, że wracając do pracy poślesz je do żłobka, a część społeczeństwa zamieni twoje serce w kamień i okrzyknie bezduszną matką. To nie fikcja tylko internetowy głos mam, dla  których jedynie domowe macierzyństwo i samodzielna opieka nad dzieckiem jest  słuszną decyzją potwierdzającą miłość i gotowość do poświęceń. Taki dzień świra  bo

„Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!”

A w obronie tej racji „najmojszej” to niejedna gotowa przegrzać klawiaturę, tak by rozgrzać do czerwoności swoje poczucie wartości.

Pomijając fakt licznych przejawów solidarności matczynych jajników, którego sama doświadczam w blogosferze, obserwuję nieustanne pojedynki na słowa i walkę w imię racji, która w pewnych kwestiach tak naprawdę nie istnieje.

Żłobek jest dla wielu zaprzeczeniem promowanego rodzicielstwa bliskości, przechowalnią gdzie zostawiasz dziecko w depozycie nie zważając na jego uczucia i emocje. A jeśli nadmienisz  pozytywne strony tego „bidula” to tylko próbujesz uciszyć resztki matczynego sumienia. Tu nie ma miejsca na polemikę.

Mimo to wtrącę  swoje trzy grosze i nie jest to próba racji najmojszej, a jedynie wynik obserwacji.

Po miesiącu trudnego okresu adaptacji  doszliśmy do miejsca, w którym Mały Człowiek oswoił się z nową sytuacją. To był najtrudniejszy czas w moim życiu. Etap rozdarcia, wątpliwości i ciągłych pytań czy to była dobra decyzja ( choć nie wiem czy to właściwe  słowo, zwłaszcza jeśli : „decyzja” podyktowana jest koniecznością). Dużo łatwiej jest postanawiać coś w sprawie własnej osoby, trudniej gdy rozstrzygasz wewnętrznie o tym co dobre dla dziecka. Wracając do tematu obserwacji. Poranek i rozstanie nie jest już opłakanym rytuałem, a popołudniowe powitania są najpiękniejszym doświadczeniem bliskości i potwierdzeniem wzajemnego „dobrze, że jesteś”. Popołudnia to czas gdy jesteśmy dla siebie na sto procent, a wszystko inne schodzi na plan dalszy. W słowniku Małego Człowieka obecnie na topie słowo „samodzielność„, które daje o sobie znać zwłaszcza w porze posiłków. Nie mam poczucia krzywdy, no chyba, że muszę obudzić słodkiego buziaka, który śpi w najlepsze, a pora wstawać. Nie ważne, że mówi więcej, próbuje układać klocki i generalnie robi postępy. Przede wszystkim jestem spokojna, bo widzę, że akceptuje sytuację i odnajduje się w niej coraz lepiej. To mi wystarczy.

Reklamy

2 thoughts on “Nie taki żłobek straszny… , czyli gdy racja nie istnieje

  1. I brawo:) Pomijając wkurzającą kwestie udowadniania swoich racji, to ja tez jestem za tym, że żłobek zły nie jest. Po pierwsze nie każdy może sobie pozwolić na siedzenie w domu, po drugie nie każdy chce. A żłobek, pod warunkiem, że dziecko nie spędza tam całego dnia, jest jak najbardziej w porządku:) i niesamowicie potrafi stymulować rozwój. O ile tez jest żłobkiem dobrym, a nie przechowalnią dzieci…

  2. Są plusy i minusy żłobka. To jasne, tak jak są plusy i minusy zostawiania z nianią, babcią czy siedzenia samemu z dzieckiem. Trzeba wybrać to co w naszej sytuacji jest najlepsze (choćby na zasadzie mniejszego zła). Wydaje mi się, że najważniejsze jest samu pogodzić się i w pełni zaakceptować podjętą decyzję, a wtedy nawet opinie innych ludzi będą już bardziej obojętne. I pogratulować, ze Mały Człowiek poznaje słowo „samodzielność” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s