Choćby i o pogodzie…. czyli nie jestem monotematyczną matką

W kółko zupki, kupki, ząbki, niekapki, pampersy… Według niektórych tak wygląda planeta na którą wystrzelono nas tuż po porodzie. Co więcej nasz zblendowany w papkę mózg został ograniczony myślowo i nie można z niego wykrzesać nic poza tematyką dzieciową. Czy naprawdę jesteśmy monotematyczne i nudne? Czy ktoś próbuje zamknąć nas na kluczyk w szufladce ” tylko macierzyństwo”?

Zacznijmy od tego, że często będąc w ciąży lawirujemy w innym wymiarze. Nowa sytuacja pochłania nas bez reszty i łapiemy się na tym, że myśl o dziecku zdominowała nasze życie. W sumie to, że mamy bzika i gadamy do brzucha nikogo nie dziwi, a gradobicie ciążowych pytań ze strony otoczenia utwierdza w przekonaniu, że wszystko z nami w porządku, bo naturalnie budzi się instynkt sfokusowany na dziecko.

Po porodzie faktycznie czujemy się jak na nowej planecie, gdzie trudno o grawitację i pewne stąpanie po nieznanym gruncie. Potrzebujemy czasu na ogarnięcie nowej rzeczywistości. Jeśli ktoś z sąsiedniej planety nadaje i pyta co u nas tylko jedno ciśnie się na usta: relacja z przewrotu. Im większy przewrót tym trudniej o zawieszenie myśli na czymkolwiek innym. Tak, na tym etapie większość z nas jest monotematyczna próbując rozgryźć małe stworzenie. Jednak należy nadmienić, że jednotematowość wypowiedzi często wiąże się z nieustanną koniecznością odpowiedzi na szereg pytań, na które same wciąż szukamy odpowiedzi.

Gdyż już ogarniemy planetę, złapiemy grawitację, prześpimy kilka nocy z rzędu nagle może obudzić się w nas potrzeba pogadania o czymś innym niż tylko dziecko. Dajmy więc na to, że wybieramy się z dzieciatymi już znajomymi na drinka. Szybko porzucamy nadzieję na reset myśli słysząc na dzień dobry pytanie  „to ty już możesz? nie karmisz piersią? a co się stało, że tak krótko?”.

Tak, my matki dużo mówimy o naszych dzieciach, bo je kochamy i są częścią naszego życia. Zgodzę się, że niektórym macierzyństwo w głowach poprzewracało bo dzień bez słit bejbifoci na fejsie dniem straconym. Jednak czasem jest tak, że inni klasyfikują nas powierzchownie monotematycznym zestawem pytań, na które ciągle odpowiadamy.

Nie znaczy to, że nic się nie da zrobić z tym, wręcz przeciwnie. W próbie zaszufladkowania nie dajmy się wmanewrować. Każda z nas ma kluczyk do szuflady i w pewnym momencie sama decyduje czy chce zamknąć się w niej od środka. 

Reklamy

6 thoughts on “Choćby i o pogodzie…. czyli nie jestem monotematyczną matką

  1. Myślę, że gdyby tej monotematyczności świeżo upieczonych rodziców nie było, to wtedy można by się dziwić – dziecko obraca nam świat do góry nogami, ale jest naszym największym cudem 🙂

  2. Och, jak mnie wkurzają matki, które nawijają tylko o swojej ciąży, porodzie i dziecku. Kupki, zupki, srupki! Kurcze, kobieta się nie kończy na dziecku! Fajnie jak poza byciem matką, ma do powiedzenia coś jeszcze 🙂 Ps. sama jestem matką dwójki- żeby nie było. Ale nie zamęczam nikogo opowieściami o wypróżnianiu i odbijaniu moich dzieci 🙂

  3. moim zdaniem to zdrowo – gdy ktoś realizuje się w pracy, wtedy o tym opowiada, jak jest zakochany – opowiada, jak ma dziecko – opowiada. To nie jest jedynie domena młodych rodziców 🙂

    • Rany, dziękuję Ci za tę wypowiedź 🙂 Przyznam, że zaczęłam panikować, że staję się właśnie taka jak autorka bloga napisała – nudna i monotematyczna. Mam jednak szczerą nadzieję, że mi to przejdzie, jak już trochę ogarnę świat mojego synka. Narazie jestem w nim miesiąc…

      • źle odczytałaś moje intencje, tym bardziej, że dopiero jesteś na etapie łapania grawitacji w nowym świecie, każda z nas wtedy jest monotematyczna i jest to jak najbardziej uzasadnione i normalne, sama jednak zobaczysz, że za jakiś czas będziesz chciała by świat dostrzegł w Tobie kogoś więcej niż matkę i zagadał z innej beczki, tak po prostu

  4. Taka jest chyba rzeczywiście kolej rzeczy. Potem przychodzi otrzeźwienie i świat się już normuje – zaczynamy chcieć czegoś więcej, szukamy innych tematów, często też innych znajomych, którzy też nie nawijają tylko o swoich dzieciach :). Ale zauważyłam, że z ludźmi, którzy w ogóle nie mają dzieci, często już nie sposób znaleźć wspólnego języka – generalnie oni nie rozumieją, a ja też nie rozumiem ich życia wokół tylko własnych spraw, tego jakim tuszem dziś wymalować rzęsy, a od pracoholików, którzy tylko o własnej pracy gadać potrafią, to już w ogóle chrońcie mnie wszystkie diabły 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s