Synku zostaniesz z tą panią… ?, czyli jak pozbyć się dziecka w galerii

Cobyś zrobiła gdyby twój własny osobisty chłop, małżonek, ojciec twoich dzieci powrócił z rodzinnych zakupów z torbą pełną prezentów (dla ciebie ma się rozumieć), a w jednej z nich znalazłabyś seksowne czyścirowy?

A) Cieszysz się na widok prezentów, uwielbiasz spontaniczne upominki. Kwestię bielizny uznajesz za męski przypływ słabości i objaw stęsknienia. Masz nadzieję, że tej nocy pokój dziecięcy nie nawiedzą baboki i będziecie mieli kołderkę tylko dla siebie.

B) Na pewno musiał coś zbroić skoro dopadł go przypływ zakupowej słabości. A bielizna to chyba jakaś sugestia, może wykipiałego seksapilu? Udajesz euforię, choć podejrzliwie snujesz domysły.

C) Cieszysz się, że miałaś chwilę dla siebie, bo zabrał dziecię ze sobą. Do momentu gdy widzisz (Y). Zaraz, zaraz przecież był tam z niepełnoletnim, co więcej niespełna kilkuletnim synem, bez pruderii ale stringi z dzieckiem ?

Ano tak, że w kulkach spotkał  panią z dzieckiem. Zapytał czy nie zajęłaby się jego chłopcem przez jakąś chwilę. Zaskoczona całą sytuacją zgodziła się w pierwszym odruchu, choć żałuje do teraz. Ba zostawił jej wizytówkę z numerem telefonu, w razie gdyby się coś zadziało. Zaproponował, że może „odpracować” by mogła zaszaleć w galerii. Dyrektor ds marketingu z bożej łaski. Nie ważne jak czuło się dziecko, zostawione jak zbędna, niepotrzebna przeszkadzajka? Synku zostaniesz z tą panią? (bo tatuś musi kupić mamie stringi?)

Dziwne przypadki chodzą po ludziach, do dziś nie ogarniam …

Za dużo bieli – wybieram czarną kredkę

„Jak jest zima to musi być zimno (…) takie jest odwieczne prawo natury”, z zimną według Barei nie zamierzam polemizować, zresztą jakoś bardziej przemawia do mnie niż ostatnio oklepany „sorry,taki mamy klimat”. A że nie przewidziano dla człowieka opcji snu zimowego,w który chętnie zapadłabym przynajmniej na kilka dni, pozostało cierpliwie czekać wiosny .

Rzygam medialną zimą ze spóźnionymi pociągami w roli głównej. Od nadmiaru mroźnych informacji mam ochotę wystawić odbiornik na balkon i poczekać jak zamarznie na wieki. Swoją drogą dzięki licznym opóźnieniom nadrabiam w tygodniu zaległości książkowe, także daje radę i pewno nie ma tego złego. Owiana mrozem nie muszę stosować sztucznego różu, bo co dzień oblewam się naturalnym rumieńcem ala ruska babuszka.

Żeby nie było, że nie mam o czym pisać i dlatego o pogodzie…

Tak więc Mały Człowiek czyni postępy w mowie i rysownictwie. Ostatnio upodobał czarną kredkę, która według powszechnej opinii biegłych psychologów powinna włączyć alert. Pozwalam sobie jednak odłożyć na bok wnikliwą analizę i śpię spokojnie, bo jakoś nie potrafię tak podręcznikowo czy naukowo do własnego dziecka. .W ciąży próbowałam ogarnąć rozwój tydzień po tygodniu.  W pierwszym roku życia miałam mało czasu na czytanie i zgłębianie tajników co dziecko „powinno umieć, prawdopodobnie będzie umiało, może umieć, może nawet umieć” w poszczególnych miesiącach życia. I pewnie dzięki temu nie wpadłam w obłęd, że coś z nim nie tak, bo powinien już siedzieć, a zamiast tego stoi czy inne tym podobne odstępstwa od powszechnie przyjętych „za normę”. Tyle w temacie encyklopedii do dziecka, która zalega kurzem, przynajmniej u mnie. A z tą kredką to może jest tak, że ostatnio na zewnątrz za dużo bieli i dla kontrastu wybrał czerń. Bo to małe charakterne jest bardzo.

ps. W tym miejscu nadmienię, że to moje trzecie i ostatnie podejście do wpisu. Dwie ostatnie próby zakończyły się jeszcze przed fazą REM gdyż mąż zabrał laptopa i wysłał na spanie w pozycji bardziej przystępnej i zdrowej dla organizmu.

Placebo kiss, informacja dla producenta

1560533_582284531848995_416949837_n

źródło :demotywatory.pl

Chyba to matki wynalazły placebo, bo nasz przeciwbólowy buziak zdaje się silnie trafiać w każdy ból i natychmiastowo go zwalczać.

PLACEBO KISS – LEK PRZECIWBÓLOWY  

Skład : substancja czynna :  dawka miłości i czułości w jednym

Wskazania do stosowania : bóle różnego pochodzenia o słabym, umiarkowanym lub silnym nasileniu, wywołane zazwyczaj nagłym czynnikiem zewnętrznym

Dawkowanie: Lek można stosować bez ograniczeń, niemożliwa opcja przedawkowania

Nie powoduje skutków ubocznych

Lek ten jest dostępny bez recepty, aby mały pacjent mógł zwalczyć ból natychmiastowo, bez pomocy lekarza.

Przed użyciem nie musisz zapoznawać się z treścią ulotki czy konsultować się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż ten lek nie znajduje niewłaściwego zastosowania i pozytywnie wpływa na życie, zdrowie i ogólne samopoczucie Twojego dziecka. 

Jak to dobrze, że to tak bez dwóch połówek

ObrazekNa pewno nie jesteśmy dwiema połówkami, które pospadały z jabłonki i znalazły się w odległych od siebie punktach ziemi, a cały ten ambaras tylko po to, by potem silny i porywisty Eros przyturlał je do siebie. Zresztą nudnym byłby fakt tak dużego podobieństwa, które prędzej czy później doprowadziłoby do ogólnego znudzenia. Bo w sumie czym mogłaby jedna połówka drugą zaskoczyć? chyba tylko stłuczonym pośladkiem. Fakt tego, że jesteśmy zupełnie różni ochronił nas nie raz przed totalną katastrofą. Między innymi dzięki temu przetrwały weselne zastawy obiadowe, za wyjątkiem drobnych szklanych strat, będących efektem nieodpartej potrzeby pomocy Małego Człowieka przy opróżnianiu czystych naczyń ze zmywarki. Gdybyśmy byli tacy sami zabrakło by nam metrów kwadratowych w łazience na wspólne poranne szykowanie, miejsca w łóżku (w którym  i tak ponadprogramowo często waletuje dziecko), pomysłów na fochy bo co to za frajda jak i druga strona jest ofochana, generalnie byłoby nie do wytrzymania. Choć są sytuacje, w których chciałoby się, by ktoś miał tak samo jak ty. Dajmy na to kobieta jest ciepłolubna, a jej mężczyzna zimnolubny. Biorąc pod uwagę fakt, że każde jest jednym żeberkiem kaloryferowym, a jak kochanego ciała wiele to i ciepła więcej, wówczas może faktycznie nie trzeba specjalnie dogrzewać. Z drugiej strony jednak nie widzę specjalnych powodów, by otwierać okna jak szeroko w środku zimowej, bo w końcu styczniowej nocy, zwłaszcza gdy pogodynki straszą Dagmarą za oknem, kimkolwiek ona jest. Tak to jest, że wszystko ma swoje plusy i zmory, ale z dwojga lepsze to od „szukam swojej drugiej połówki”, które zakrawa o propozycję matrymonialną skrojoną w przypływie samotności i nadziei na spotkanie kogoś kto i tak nie istnieje. Bo nawet jak połówka zdaje się być podobną i co z tego w głowie czasem wynika – jedyną właściwą, to zawsze może być genetycznie modyfikowana. Pytanie więc jaki jest sens by tracić energię, dopasowywać się na siłę i zszywać coś co i tak nigdy nie będzie „jedno” ?

Nasza Wieża Babel

Ktoś mnie kiedyś zapytał czy uczę swoje (jeszcze wtedy kilkumiesięczne) dziecko języka królowej brytyjskiej. No cóż, nie mam przerośniętych ambicji  w tej kwestii i nie chciałabym by maluch padł ofiarą matkowego zboczenia zawodowego. Choć prawda jest taka,  że nasz dom  ma w sobie coś z Wieży Babel,  gdyż każdy w pewnym sensie włada swoim własnym językiem. Co więcej  nie raz niezły zamęt z tego wynika.

Mąż twierdzi, że czasem nie ogarnia mojej mazowieckiej gwary, choć tak naprawdę sama nie mam pewności czy to jakakolwiek terytorialna odmiana języka. W tym miejscu nasuwa mi się pewna anegdota, z której śmiejemy się do dnia dzisiejszego. Knajpa, sfinks jaki, czy inny orient, matka w trakcie degustacji dania do ówczesnego chłopaka  rzecze:

-ale pierne*

na co mój najmilejszy, wyraźnie zaskoczony stwierdzeniem

– kochanie jak musisz sobie piernąć to wyjdźmy na zewnątrz.

Jednak niedoścignionym mistrzem w dziedzinie językowej jest bez dwóch zdań Mały Człowiek, który oprócz dwóch fakultetów językowych w żłobku cały czas rozwija swój własny zasób słownictwa pełen neologizmów. Tym sposobem nasz dom opanowały „kudziaki” czyli wszystko co słodkie, czekoladowe. Wyraz ma swoje korzenie w kulkach śniadaniowych. Wracając do zajęć przedszkolnych, mam na to własną teorię. I choć generalnie nie mam nic przeciwko, bo fajnie, że dziecko osłuchuje się z językami obcymi, to jednocześnie nie doskwiera mi parcie na wychowanie poligloty. Śmieję się nie raz, że  o ile zacznie pewnego pięknego dnia do nas po angielsku mówić, to jeszcze jako tako ogarniemy, z hiszpańskim już gorzej… wówczas sytuacja może wyglądać tak jak w poniższym filmie 🙂

*ostro przyprawione

Czy i pod twoim łóżkiem kto nie siedzi?

Kiedy jesteś starą panną, wypatrują księcia, który z zaprzęgiem kilkuset koni mechanicznych porwie cię w daleki świat na jazdę bez trzymanki, zwaną małżeństwem.  W dniu ślubu zrobią ci darmową ultrasonografię w okolicy podbrzusza,  by dać upust swej ciekawości, bo może to bardziej jest „mus” niż prawdziwe „love”.  W ich głowach poukładana kolejność i nie ma tu miejsca na pomieszanie czy odstępstwa jakie. Oni wiedzą lepiej. Chcąc nie chcąc stajesz się częścią ich życia, śledzą za dnia i w nocy. Z upływem kilku miesięcy wypatrują już nie zakazanego, bo owocu małżeńskiego pożycia. Czujesz się tak, jakby cały czas ktoś ukradkiem chował się pod waszym łożem w kolorze nadziei, na nowe życie. Gdy już doczekają pozytywnego i przyuważą, że do sklepu to najpierw twój brzuchol wchodzi, a dopiero potem cała reszta, nie omieszkają się oddać publicznemu wróżbiarstwu.  Przedmiotem przepowiadania jest twa  uroda, z której odczytają bez większego namysłu czy chłopiec czy dziewczynka w tobie mieszka. Także od razu masz jasność czy z ciążą ci do twarzy. Głaszczą brzuszek okazując pierwsze czułości i radość bo  „przecie on (ona) nasza”. Co więcej, tak już zostanie. Pierwsze spacery to już nie tylko chwile we dwoje, zawsze znajdzie się ktoś, kto zajrzy do wózka i mniej lub bardziej dyskretnie obudzi swoim piskliwym dzióbdziuleniem pogrążone we śnie dziecię.  Prawdziwy cukrowy  off- road,  wrzeszczący pojazd oblukrowany po koła, ugrzęźnięty w cukrze, że ani w jedną ani w drugą stronę nie ruszysz. Póki  dziecię leży i pachnie bobaskiem zazwyczaj jest słodko. Co później, to się okaże. W każdym razie jak już jedno nieco odchowasz, drugiego brzuchatka wypatrują, bo przecież latka lecą, a ty już nie pierwszej młodości…. i znowu pod łóżko…

ps. Dobrze,że mój księciunio zaraz po ślubie mnie porwał i tyle mnie widzieli 🙂 Choć wracam zawsze z sentymentem. W końcu tam mój kochany dom i sprawcy matkowego żywota.

Matka królowa jest tylko jedna

PhotoFunia-85884d9Kiedy swoją zapłodnioną komórką jajową dasz początek istnieniu następcy tronu, możesz się czuć niczym królowa. Jednak nie będziesz taką sobie zwykłą królową, której główną misją jest „leżeć i pachnieć”, a podanie śniadania do łóżka nadzoruje przystojny kamerdyner a’la George Cloney. Masz bowiem do wykonania wiele zadań specjalnych matkowych czy kurodomowych. Twój młody najmilejszy również po pewnym czasie zacznie traktować cię jak królową. Musisz być mu oddana, bo nie raz będzie chciał mieć cię na wyłączność.  Nie wykluczone więc sceny zazdrości rodem z opery mydlanej gdzie Luis Fernando (dziecko w roli głównej) rzuca się na Alvaro (ojca, króla rodu) walcząc o względy Preciosy (matki królowej). W tym miejscu pamiętaj, nie wtrącaj się zbytnio do męskiej wymiany zdań, bo zazwyczaj gdzie dwóch się bije tam trzeci obrywa i możesz  skończyć ze śliwą pod okiem lub nienaturalnie podpuchniętą wargą w stylu Jolie, a to już zakrawa o przemoc w rodzinie. Kolejna kwestia to dyspozycyjność, jesteś królową 24 godziny na dobę i tam gdzie nawet król piechotą chodzi ciężko o chwilę samotności. Zapytasz więc: na czym ta moja królewskość polega? skoro po pierwsze primo zarobiona jestem, że nie wiem w co przysłowiowe ręce włożyć, a po drugie primo niczym moje życie zamkowej sielanki nie przypomina. Ano tym, że jesteś stale na monitorowanym, a wychowanie twojego dziecka jawi się być interesem ludu gotowego zawsze wtrącić swoje trzy grosze. Spacer zimą, bez rękawiczek, zapomnij, inaczej  okrzykną cię matką wyrodną, co nawet dziecka ubrać nie potrafi. Jednak są też pozytywne przejawy statusu królowej,  dla dziecka jesteś tą najpiękniejszą, wyjątkową, wszechobecną. W efekcie możesz więc zostać matką z billboardu, twarzą pierwszej okładki, czy ministrą ze szklanego okienka (do której ani podobna nie jesteś z wyglądu ani z zajawek politycznych). Na każdy „twój” widok słyszysz pełne entuzjazmu „mama”.  Jednym słowem jesteś wszędzie i nic się nie da zrobić z tym.  Jesteś królową, a królowa jest tylko jedna.