Ożeż Ty, Matka

Nie tak to miało wyglądać. Miałaś więcej pisać, doczytać napoczęte,  gotować obiady z kilkudniowym wyprzedzeniem, zlikwidować opcję drzemki w telefonie i wiele innych, tak, by być najlepiej zorganizowaną matką w tym pędzącym mieście.

Wysoko postawiona poprzeczka, a ja nigdy nie byłam dobra z wuefu. Choć ostatnio w biegu na wysokich obcasach osiągam całkiem niezły wynik.

Leczę się z nieustannego dążenia do nieosiągalnego. Dałam na luz, bo brakłoby mi zapałek na oczy. Co więcej  ciągle miałabym poczucie, że i tak mi nie wychodzi.

Piszę między kolejnym pocałunkiem Dębskiego i Agaty, a wieczornym mężowym monologiem z serii „jak to musiałem czytać przy latarce bo żona lunatyk terrorysta przez sen kazała mi pogasić światła”. Tak więc nic twórczego z tego nie wyniknie.

Miałam odezwać się wcześniej, ale dziecko do perfekcji opanowało blokadę telefonu i zamykanie laptopa ze stwierdzeniem „koniec” 😉 W każdym razie to nie napisy końcowe jeszcze tu wrócę 🙂