Dajmy im święty spokój

Jakoś nie porwały mnie ludowe skakanki i po pierwszych zajęciach zrezygnowałam. Co na to rodzice? No cóż, prawdę mówiąc jakoś nie mieli parcia na tańczącą Słowiankę, nie przekonywali, nie naciskali, przyjęli do wiadomości i tyle. Dwa czy trzy razy w tygodniu miałam dodatkowy angielski, ale to akurat lubiłam i traktowałam bardziej w kategorii rozrywki. Także lata podstawówki mijały spokojnie wcześnie wracałam do domu i oprócz obowiązku nauki miałam czas na skakanie w gumę, książki, wypad do dziadków, oglądanie brazylijskich telenowel z mamą i wiele innych.

To przeszłość.

Świat dorosłych kręci się w zawrotnym tempie, a dzieci zostają wciągnięte w kierat powtarzających się obowiązków: szkoła, zajęcia dodatkowe, dom, zagryzane podgrzanym schabowym „jak było w szkole?” i praca domowa, powtórka przed sprawdzianem, gdy już dawno pora na dobranoc. Nikt nie ma czasu na oddech, to towar deficytowy. A wszystko w imię „dobra” dziecka zaprogramowanego na sukces, karierę zawodową, lepszą przyszłość (no i by sąsiadka spod trójki nie pomyślała, że pieniędzy brakuje na kształcenie potomstwa albo manipedi ważniejsze). Takie czasy – mówi mi koleżanka matka dwunastolatki – sama zobaczysz, nie da się inaczej… 

A ja sobie nie wyobrażam takiego życia z wywieszonym jęzorem… Choć nie da się ukryć, że istnieje obecnie presja wychowania dziecka, które posiądzie umiejętności w różnorodnych dziedzinach. Zaczyna się już od brzucha i katowania Mozartem, bo koordynacja półkul. Zabawki stymulujące i wyścig o bobasa, który zna więcej kolorów, zwierzątek, liczy po angielsku i tym podobne.  Ba! w tym momencie koleżanka wybiera przedszkole dla córki i na co głównie patrzy? na ofert zajęć, bo rytmika, bo ćwiczenia logopedyczne, bo zajęcia teatralne, bo taki full wypas edukacyjny. Tak, dajemy się zwariować już na wczesnym etapie, więc strach pomyśleć co będzie potem.

Od swoich gimnazjalistów słyszę ostatnio „czekamy na wakacje, jesteśmy zmęczeni” i wiecie co wcale się nie dziwię niektórym dzieciakom, bo jakby mi ktoś organizował życie od 7 do 22 bez przestrzeni, chwil „nicnierobienia”, czasu na własne zainteresowania i decyzje to też czułabym się styrana.

Mam nadzieję, że nie dam się porwać, zachowam zdrowy rozsądek i nie zabiorę dzieciństwa własnemu dziecku. Tego mu życzę.

Reklamy

2 thoughts on “Dajmy im święty spokój

  1. A ja nie dałam się zwariować… dziecko dodatkowo uczęszcza do III klasy szkoły muzycznej , gdy sama postanowiła , że chce grać tak też się stało … ale czasem mam wyrzuty sumienia, że nie chodzi na dodatkowy angielski , dodatkowe tańce … inni rodzice ślą swoje dzieci na wiele zajęć, a ja postanowiłam dać córce chwilę wytchnienia… ale czy nie będę tego kiedyś żałowała … że angielski niedoszlifowany , nie umie karate , tańczyć towarzysko … hmmm … sama nie wiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s